środa, 22 stycznia 2014

Zmienna jak sinusoida

     Wykres funkcji sinus jest chyba najlepszym opisem mojego stanu ducha. Raz jestem 'na szczycie', czuję się świetnie, jestem pełna energii do działania, zadowolona z życia. A za chwilę - totalne dno, brak chęci na cokolwiek, pragnienie zniknięcia z tego świata. To chyba nie jest normalne?

     Rezygnuję z HSGD. Nie daję rady - nie chodzi o to, że dieta jest restrykcyjna (bo nie jest) tylko ja po prostu nie potrafię jeść mniej. Nie rozumiem tego. Nie umiem i już. Chociaż usilnie staram się tego nauczyć. 

 Chciałam napisać coś długiego i sensownego - ale znowu zmienia mi się nastrój i plany sprzed godziny odchodzą w zapomnienie. 

Byłam na zakupach - lustra w sklepach odzieżowych są bezlitosne. 

A6W? Ćwiczę. Ale dopiero od trzech dni, więc nie można mówić o jakimkolwiek sukcesie. O niczym nie można mówić. Napiszę coś więcej, jak zaliczę chociażby tydzień. Ale jestem tak kiepska w postanowieniach, że nie wiem, czy się jakiegokolwiek wpisu na ten temat doczekacie. No, chyba że czegoś w stylu - poddaję się. Jak widać, wraca depresyjny nastrój. I co ja mam z tym zrobić? Raz wszystko jest kolorowe i piękne, a za parę minut szare i paskudne. I tak co chwila. I jak w takim stanie mam cokolwiek osiągnąć? Największym problemem, z którym walczę, jestem ja sama. I moja psychika. Leżę.

Tak na wszelki wypadek, jakby ktoś nie wiedział, jak wygląda sinusoida. To mi właśnie przypomina, że powinnam się uczyć...

niedziela, 19 stycznia 2014

Ferie czas zacząć

     Jestem podejrzanie szczęśliwa. Nie wiem dlaczego. Chociaż najbardziej prawdopodobne, że z powodu ferii właśnie. Na cudowne dwa tygodnie mogę zostawić większość problemów w murach szkoły i tam nie zaglądać. Olać wszystko i wszystkich. Problem jest tylko taki, że nie cierpię siedzieć w domu. Ale i na to postaram się znaleźć jakieś lekarstwo - może łyżwy, może bieganie? Ogólnie chciałabym spędzić te ferie możliwie najaktywniej i na 100%. Oczywiście wypadałoby też zabrać się za jakąś naukę, bo potem czeka nas dłuugi maraton bez jakiejkolwiek przerwy - takie są 'zalety' mania ferii w pierwszej turze. W każdym razie, chciałabym wypełnić każdą godzinę, minutę i sekundę czymś pożytecznym. Nie siedzieć w domu, nie poddawać się depresyjnym nastrojom. Staram się patrzeć na życie optymistycznie - to dla mnie kolosalna zmiana, bo ostatnie miesiące spędziłam jako niemożliwa czarnowidzka.

     W ten ferie chciałabym zacząć szóstkę Weidera. Chociaż może powinnam napisać - zaczynam szóstkę Weidera. Dzisiaj. To wielkie wyzwanie i nie wiem, czy podołam, jako że w dotrzymywaniu obietnic złożonych samej sobie jestem raczej kiepska. No, ale zobaczymy.

Co do HSGD - idzie mi dosyć kiepskawo. Ostatni tydzień w ogóle był beznadziejny, oczywiście ze względu na dużą liczbę sprawdzianów i tego typu niespodzianek. 

Gdyby wszystko wychodziło mi tak, jak sobie postanawiam, to, ho ho, A6W i HSGD... Za dwa miesiące byłabym piękna i zgrabna. Ha ha ha!

czwartek, 16 stycznia 2014

Pękłam

     Nie, nie chodzi o jedzenie. Nie obżarłam się jak świnia.
     Obiecałam sobie, że nie będę rozmawiać z obiektem moich uczuć. Po prostu - muszę się odzwyczaić. On nie wykazuje mną jakiegoś specjalnego zainteresowania, więc postanowiłam: oleję i nie będę odzywać się pierwsza. Jak będzie coś chciał - proszę bardzo, ale ja nie będę sama za nim latać. Kilka dni wychodziło mi naprawdę dobrze - w szkole byłam po prostu szczęśliwa, i to szczęśliwa bez ciągłego oglądania się na korytarzu, czy rzeczony kolega przypadkiem nie kręci się gdzieś w pobliżu. Wczoraj wieczorem czułam się naprawdę silna - przyjemne wrażenie, jakby człowiek mógł zmienić świat. Ale niestety, dzisiaj się poddałam. Weszłam do szkoły i poszłam pod klasę. Było jeszcze dosyć wcześnie i w miarę pusto. Tylko co? Przy parapecie stał on i gapił się w okno. Stał zupełnie sam, co zdarza się raz na milion. Więc głupia ja, zamiast olać go zgodnie z postanowieniem i iść sobie gdzie indziej, musiałam do niego podejść i nawiązać jakąś beznadziejnie głupią rozmowę. Sama zburzyłam równowagę, na którą pracowałam przez ostatni tydzień.
No kurcze nie potrafię!

niedziela, 12 stycznia 2014

HSGD 3/31

     Nie jest najgorzej. Tyle mogę powiedzieć. W miarę sobie radzę - w sumie ograniczenie kalorii nie jest aż tak bolesne. Przed samym okresem na pewno będzie dużo gorzej - ale na razie optymistycznie patrzę w przyszłość. 
     Z tym optymizmem to mam stałe problemy. Czuję się tak, jakby mieszkały we mnie dwie osoby - czasem górę bierze jedna, czasem druga. Ta pierwsza jest pełna optymizmu i woli walki. Wszystko jest według niej możliwe. Ta druga z kolei to melancholijna dziewczyna, która przyszłość widzi w czarnych barwach. Nigdy nie wiem, czy rano obudzę się taka, czy taka. Czasami nawet 'zmieniam twarz' w ciągu jednego dnia - rano jestem wściekła na cały świat, wszystko mnie irytuje. Potem coś mnie rozbawi i resztę dnia jestem wesoła jak skowronek. Ktoś jest w stanie to wyjaśnić? Bo ja nie rozumiem samej siebie. 

czwartek, 9 stycznia 2014

Od jutra. Chyba najpopularniejsze kłamstwo.

     Zaczęła się szkoła, a co za tym idzie - skończył się czas. Ilość sprawdzianów, jakie nauczyciele postanowili władować zaraz po świętach jest przerażająca. Siedzę i się uczę. Codziennie coś. Limit sprawdzianów na ten tydzień przekroczony? Ojej, to zrobimy większą kartkówkę. Oceny proponowane powoli wystawione - wszystko leci na łeb na szyję. Ale to nic. Odpoczęłam w święta i chcę do wszystkiego podejść z nową energią. To nic, że było źle. Teraz musi być lepiej. Muszę się postarać, żeby było lepiej. W kwestiach uczuciowych wszystko leży, ale staram się tym nie przejmować. W końcu, nie tylko u mnie leży. Ostatnimi czasu otaczają mnie samie nieszczęśliwe miłości, więc nie wyróżniam się z tłumu. 

    Co do słodyczy - dzisiaj niestety znowu pękłam. Zupełnie bez sensu - po co mi był ten 300 kaloriowy batonik?! Potem jeszcze raz naszła mnie ochota na coś dobrego, ale na szczęście to udało mi się opanować. I najważniejsza sprawa - od jutra zaczynam HSGD, tak jak już pisałam. Dlaczego od jutra? Żeby udowodnić samej sobie, że można powiedzieć 'od jutra' i naprawdę zacząć. Mam nadzieję, że taka kontrola nad jedzeniem da mi poczucie stabilizacji i ogarnięcia własnego życia. Bo tego mi chyba najbardziej brakuje ;( 

Zrobiłam poświąteczne pomiary. Sytuacja nie przystawia się niestety zbyt kolorowo. Wróciłam do sytuacji sprzed jakiegokolwiek kontrolowania się - i to jakim kosztem? Dwoma miesiącami jedzenia ile popadnie. Zmarnowałam całą moją wakacyjną pracę. Tak więc, zaczynam tak jakby od nowa. I tak:

Waga: 64,9 kg
Biust: 92 cm
Pod biustem: 78 cm
Talia: 69 cm
Brzuch (na wys. pępka): 74,5 cm
Biodra: 99 cm
Udo: 56 cm
Łydka: 36,5 cm
Ramię: 27 cm



sobota, 4 stycznia 2014

Myślę nad ograniczeniami.

Wczorajszy dzień był jakąś porażką. Byłam tak potwornie głodna, że jadłam niemal cały czas. A ukoronowaniem mojej klęski była tabliczka czekolady. Nie mogłam się powstrzymać, i zjadłam sama prawie całą. Z pełną świadomością, że ma 500 kcal... To było jakieś chore. Muszę się ogarnąć. Był to ciężki grzech przeciwko postanowieniu - styczeń bez słodyczy. Nie zamierzam się poddawać. Muszę się lepiej pilnować. Niestety, najgorsze jest to, że właśnie przez takie 'grzechy' powolutku, powolutku przybywa kilogramów.

Zastanawiam się, czy nie określić sobie limitów - bo jak widać bez tego nic nie wychodzi. Myślę, że może zrobię sobie HSGD + owoce i warzywa (bo jak zawsze jem ich za mało). Ogólnie mam jakieś tam niedobory witamin, więc to byłaby dobra motywacja... Tylko czy wytrwałabym na, cóż, diecie? Jestem słaba, jeżeli chodzi o postanowienia. Ale chyba warto.

środa, 1 stycznia 2014

Nowy rok, nowe marzenia...

Szczerze mówiąc, marzenia pozostają te same. Ale pojawia się nowa nadzieja na ich realizację - jakby to, że zaczął się kolejny rok miało jakieś znaczenie. Granica jest umowna - kilku gości (no, może trochę więcej) stwierdziło, że tak będziemy liczyć czas i, dzięki nim, co roku w tym okresie mnóstwo ludzi stara się zacząć nowe życie. Nie oszukujmy się - na 1000 takich osób może jednej uda się naprawdę coś zmienić. Ale w sumie dlaczego nie mieć by nadziei, że to właśnie nam się uda? Przecież nikt nie zabrania wierzyć, że ten rok będzie lepszy ;)

Nie robiłam żadnych postanowień noworocznych, o przyczynach już pisałam. Jednak dzisiaj stwierdziłam (po zainspirowaniu się na jednym z blogów :P), że chciałabym podjąć wyzwanie - styczeń bez słodyczy. Tak więc przede mną 31 dni bez czekolady, batoników, ciastek i wszelkiego rodzaju dobrodziejstw cukierni koło mojej szkoły, jak i sklepiku szkolnego. Po prostu - zakaz. To tylko 31 dni :P 

Sylwester mogę zaliczyć raczej do udanych. Byłam co prawda na zwykłej ,,domówce", gdzie alkohol lał się strumieniami. Jednak pomimo fatalnego stanu mojej psychiki i ogromnej ochoty sięgnięcia po jakiś mocniejszy trunek, by choć na chwilę zapomnieć o życiu, udało mi się opanować to pragnienie. Bo czy uciekanie od problemów coś by zmieniło? Nie.